Kielnia (/ˈtraʊ.əl/), w rękach archeologa, jest jak zaufany pomocnik – mały, ale potężny instrument, który odkrywa starożytne sekrety, jedną precyzyjnie wykonaną łopatką na raz. To Sherlock Holmes miejsca wykopalisk, ujawniający wskazówki o przeszłości przy każdym delikatnym pociągnięciu.
30 kwietnia 1904 roku imperium przedstawiło się opinii publicznej.
Na Światowej Wystawie w St. Louis Filipińska Ekspozycja przekonywała, że Filipiny potrzebują Stanów Zjednoczonych. USA niedawno przejęły kontrolę nad Filipinami po wojnie hiszpańsko-amerykańskiej i wojnie filipińsko-amerykańskiej. Przejście było gwałtowne i kwestionowane. Ponieważ USA powstały z antyimperialistycznych nastrojów, istniała potrzeba nadania temu sensu w kraju. Ekspozycja oferowała odpowiedź ujętą w język „Brzemienia Białego Człowieka" i tego, co amerykańscy urzędnicy nazywali łagodną asymilacją.
Zwiedzający przechadzali się przez zrekonstruowane wioski, gdzie mieszkańcy Filipin wykonywali codzienne czynności. Gotowali, budowali domy, odprawiali rytuały i prowadzili rutynowe życie pod ciągłą obserwacją. Uczestniczyli w wyreżyserowanym spektaklu.
Z jednej strony były występy Filipińskiej Orkiestry Żandarmerii, złożonej z nizinnych, schrystianizowanych Filipińczyków. Nosili mundury, grali uporządkowane kompozycje i precyzyjnie podążali za dyrygentem. Ich kapelmistrz, Afroamerykanin (Walter Howard Loving), dodał kolejny element do pokazu, demonstrując, jak Stany Zjednoczone pozycjonowały się jako zdolne do organizowania kolonialnych poddanych w ramach szerszego porządku imperialnego.
W innych częściach ekspozycji kilka filipińskich społeczności, w tym Igoroci, były prezentowane w sposób podkreślający różnice. Zachęcano zwiedzających do obserwowania praktyk przedstawianych jako niezwykłe lub nieznane, w tym spożywania psiego mięsa i czynności rytualnych wyrwanych z ich kontekstu społecznego. Nie były one prezentowane jako część spójnego systemu wiedzy. Były izolowane, aby wywołać kontrast.
Z jednej strony była dyscyplina, porządek i coś rozpoznawalnego dla amerykańskiej publiczności. Z drugiej strony był obraz oddalenia od tego porządku. Zestawienie sugerowało ruch od jednego do drugiego, ze Stanami Zjednoczonymi w roli przewodnika.
Ma to szczególne znaczenie w Kordylierze, regionie, w którym administracja hiszpańska nigdy nie zapuściła pełnych korzeni. Ekspozycja przeformułowała tę historię. Zamiast podkreślać autonomię, przedstawiała region jako przestrzeń czekającą na włączenie do szerszego systemu.
Dla wielu Amerykanów było to ich pierwsze trwałe spotkanie z Filipinami. To, z czym się zetknęli, nie były Filipiny takimi, jakie są naprawdę. Była to wersja przygotowana do interpretacji. Zwiedzający wynosili wrażenie, że Filipińczycy potrzebują pomocy, aby się rozwijać, że nie są gotowi na samostanowienie i że obecność USA przyniesie edukację i postęp. Odpowiedzialność i kontrola zostały przedstawione jako jedno i to samo.
Wrażenia te były wytwarzane poprzez przestrzenne rozmieszczenie i performance. Filipiny weszły do amerykańskiej wyobraźni przez pryzmat ram, które sprawiały, że hierarchia wydawała się naturalna.
Te ramy nie skończyły się w 1904 roku. Antropologia odegrała rolę w ich kształtowaniu i podtrzymywaniu. Ta historia wzywa do rozliczenia się w ramach dyscypliny.
Jeśli tak jest, to warto zastanowić się, czym antropologia twierdzi, że jest. W swej istocie antropologia dotyczy ludzi. Nazywamy ich nawet rozmówcami, co jest zawoalowanym sposobem powiedzenia, że powinniśmy być z nimi w dialogu, a nie tylko o nich pisać. Historia tej dziedziny opowiada inną historię. Ludzie byli badani, kategoryzowani i wpisywani w narracje, które często ich pomijały.
Lubimy myśleć, że tamte czasy mamy za sobą. Ale nawyki pozostają. Czasem jako produkcja wiedzy. Czasem jako preferencja pozostawania w kręgach akademickich. W ten sposób jest łatwiej.
Zdobywasz stopień naukowy. Zdobywasz stałe zatrudnienie. Publikujesz. Budujesz karierę na wiedzy, która skądś pochodzi, często od ludzi, którzy obdarzyli cię swoim czasem i doświadczeniem. Na końcu może pojawić się podziękowanie w notce.
Ale zaangażowanie jest trudniejsze. Wymaga czasu. Może być niekomfortowe. Oznacza bycie odpowiedzialnym wobec ludzi, z którymi pracujemy. Wymaga słuchania, dostosowywania się i okazjonalnego przyznawania, że coś zrobiliśmy źle. Wymaga również wyjścia poza introwertyczne nawyki, które mogą sprawiać, że nauka wydaje się inkluzywna, pozostając w praktyce zamkniętą.
Zaangażowanie, w tym kontekście, wykracza poza zasięg i wymaga dwukierunkowego procesu opartego na czasie, zaufaniu i wspólnym wysiłku, a gdy jest traktowane poważnie, przynosi rezultaty wykraczające poza publikacje. Centrum Edukacji Rdzennych Ludów Ifugao (IPED) jest jednym z przykładów. Nie wyłoniło się z jednego projektu ani jednostki, ale z lat rozmów, prac terenowych, negocjacji i wspólnych posiłków, gdzie pomysły przemieszczały się między historiami a praktyką, czasem przy Red Horse i bayah, i mogę potwierdzić uczestnictwo w jedzeniu i piciu.
Centrum IPED jest teraz miejscem, gdzie uczniowie uczą się o swojej historii w sposób bezpośrednio związany z ich życiem, umieszczając kulturę w codziennym rozumieniu, a nie na uboczu. Towarzyszą mu pokrewne inicjatywy ukształtowane przez ten sam proces, w tym Wolontariusze Dziedzictwa Społeczności Kiangan, którzy wykonują codzienną pracę dokumentowania stanowisk i oprowadzania zwiedzających, oraz Stowarzyszenie Tkaczy Kiyyangan, gdzie wiedza jest kontynuowana poprzez praktykę.
Nie są to duże inicjatywy w sensie, w jakim akademia mierzy wpływ, ale są to działające inicjatywy, które istnieją, funkcjonują i trwają. Angażują też wiele osób – nie tylko Marlona Martina i nie tylko mnie – ale studentów, członków społeczności, lokalne jednostki samorządowe, starszych i grupy takie jak SITMO, które były częścią tej pracy od początku, tych samych ludzi, którzy pracują, podczas gdy inni tylko o tym piszą.
Nie chodzi o przypisywanie sobie zasług, ale o uznanie, że gdy społeczności przejmują inicjatywę, a środowisko akademickie pojawia się, słucha i zostaje wystarczająco długo, może ukształtować się coś użytecznego, i to właśnie w tego rodzaju wysiłkach zaczynamy dostrzegać zmianę.
W Muzeum Fowlera wystawa Mountain Spirits, wspierana przez Fundację Henry'ego Luce'a, odzwierciedla to podejście. Kuratorowana przez Marlona Martina, czerpie z długoterminowych relacji opartych na współpracy i odpowiedzialności i nie umieszcza społeczności Ifugao w odległej przeszłości. Zamiast tego przedstawia tarasy jako działające krajobrazy, rytuały jako część życia społecznego, a tożsamość jako coś przenoszonego i przekształcanego w czasie i przestrzeni, bez opierania się na drabinie rozwojowej, która pozycjonuje społeczności według stałej skali.
W ten sposób odchodzi od wcześniejszych ram, które niegdyś pomagały uzasadniać imperium, i zastępuje je uznaniem, że społeczności nie są podmiotami historii, ale aktywnymi uczestnikami. Ta zmiana stawia również przed dyscypliną szersze wyzwanie. Antropologia była częściowo kształtowana przez praktyki wydobywcze na początku XX wieku i ślady tego modelu pozostają, ale nie ma wymogu kontynuowania tej ścieżki, nawet jeśli jest wygodniejsza.
Stawką nie jest przyjęcie kolejnych ram, ale odpowiedzialność. Polega na powrocie do społeczności, dzieleniu się wynikami w sposób, który ma znaczenie, wspieraniu lokalnych inicjatyw i zapewnieniu, że praca trwa poza sezonem terenowym. W praktyce może to być tak proste, jak uznanie, że gdy ludzie dzielą się swoim czasem, wiedzą i zaufaniem, relacja nie kończy się wraz z gromadzeniem danych.
Pytanie o to, kto definiuje przeszłość, pozostaje otwarte, ale to, co się zmienia, to fakt, że coraz więcej społeczności aktywnie kształtuje odpowiedź. – Rappler.com
Stephen B. Acabado jest profesorem antropologii na Uniwersytecie Kalifornijskim w Los Angeles. Kieruje Projektami Archeologicznymi Ifugao i Bicol, programami badawczymi angażującymi interesariuszy społeczności. Dorastał w Tinambac, Camarines Sur.


