Nie ma już żadnych wymówek. Zdjęcia do letniego hitu Supergirl Jamesa Gunna rozpoczęły się w styczniu 2025 roku, gdy większość Ameryki świętowała klęskę polityki woke i upadek DEI. W 2025 roku nie było żadnych wątpliwości – woke nie żyje. Gunn doskonale o tym wiedział i mimo to zdecydował się nakręcić nieznośny feministyczny film o „girl boss".
Innymi słowy, jego porażka jest wyłącznie jego własną winą. Wynikającą z pychy, głupoty lub obu tych rzeczy naraz.
Wstępne prognozy dla Supergirl sprzed miesiąca oscylowały wokół 70 milionów dolarów za weekend otwarcia. Te szacunki były już niskie, a panika w Warner Bros. była wyczuwalna. DC Studios było już na dnie ze względu na słabe wyniki Supermana Gunna, który miał ożywić krajobraz filmów komiksowych.
Po tym, jak kina zabrały swoje 50% z wpływów, Superman ledwo wyszedł na zero na papierze, choć wstępne dane sugerują, że w rzeczywistości zabrakło 42 milionów dolarów, zanim policzono inne pośrednie przychody. Po raz kolejny wynikało to w dużej mierze z idiotycznego wciśnięcia przez Gunna polityki imigracyjnej do dyskusji, co odstraszyło widzów.
Jeśli Superman nie był w stanie przyciągnąć wystarczającej liczby fanów, by zarobić prawdziwe pieniądze, Supergirl nie miała żadnych szans. Następnie główna aktorka otworzyła usta i zaczęła mówić – to był ostatni gwóźdź do trumny tej produkcji. Gdy Milly Alcock zaczęła wylewać feministyczne bzdury w wywiadach i atakować fanów, wszystko było już skończone.
„To zdecydowanie uświadomiło mi, że samo istnienie jako kobieta w tej przestrzeni jest czymś, na co ludzie zwracają uwagę" – powiedziała Vanity Fair w wywiadzie kilka miesięcy przed premierą. „Staliśmy się bardzo swobodni w tej dziwnej chęci posiadania kobiecych ciał. Nie mogę ich naprawdę powstrzymać. Mogę tylko być sobą."
Alcock oskarżała następnie fanów o kolejne seksistowskie zachowania, gdy krytykowali jej dziwne komentarze. Później zasugerowała, że Supergirl należy do społeczności LGBT, chcąc zademonstrować swoje cnoty z okazji miesiąca dumy LGBT.
Najwyraźniej ludzie mają dość lewicowców wtrącających preferencje seksualne LGBT do każdego filmu i serialu telewizyjnego, bo wyniki Supergirl gwałtownie spadły niedługo po wywiadach Alcock. Film zarobił zaledwie 38 milionów dolarów podczas weekendu otwarcia – połowę oczekiwanych przychodów. A pamiętajmy, że kina nadal muszą zabrać swoje zyski.
Film będzie musiał zarobić około 500 milionów dolarów, by wyjść na zero, co czyni Supergirl potencjalnie największą porażką w historii filmów DC. Poza Alcock i Gunnem, produkcja została skonstruowana w oparciu o ramy stworzone przez niedoświadczoną scenarzystkę (Ana Noguiera) i nawiązywała do serii komiksowej Toma Kinga, byłego oficera CIA i lewicowca. Każdy, kto ma choć trochę rozumu, mógł zobaczyć tę katastrofę z odległości stu mil.
Lekcja jest następująca: Lewicowcy nigdy się nie uczą. Dopóki większość ludzi w Hollywood w końcu nie odejdzie z wiekiem lub nie zostanie zastąpiona przez mądrzejszych (i bardziej konserwatywnych) scenarzystów, jest niewielka szansa na dramatyczny powrót do formy. Będą nadal stawiać wszystko na jedną kartę, aż przemysł całkowicie się załamie. Albo dopóki nowy, alternatywny przemysł nie powstanie, by wypełnić tę próżnię.
W międzyczasie „Get Woke, Go Broke" dominuje w kulturze popularnej. Progresywna inwazja nie zniknęła, ale z pewnością chyli się ku upadkowi.

