Skrajnie prawicowi politycy w całej Europie, którzy entuzjastycznie poparli Donalda Trumpa po jego reelekcji, teraz szybko wycofują się z tej relacji, a konflikt z Iranem i jego żądania interwencji NATO stały się punktem przełomowym.
Według doniesień Bertranda Benoit i Maxa Colchestera z Wall Street Journal, napięcia narastały w związku z polityką celną Trumpa—która została odrzucona przez Sąd Najwyższy w przełomowym orzeczeniu—ale inwazja na Iran i późniejsze żądania, aby narody europejskie podzieliły się ciężarem militarnym, skłoniły nacjonalistycznie nastawionych europejskich ustawodawców do otwarcia rozważenia ich sojuszu z amerykańskim prezydentem.
Departament Stanu aktywnie zabiegał o europejskie partie prawicowe, kierując dotacje do think tanków i organizacji pozarządowych promujących program Trumpa „Ameryka przede wszystkim", w tym polityki dotyczące wolności słowa i zaostrzeń imigracyjnych. Początkowo partie te z zadowoleniem przyjęły wsparcie i współpracę.
Ale gdy Europa absorbuje konsekwencje decyzji politycznych USA, rachunek polityczny zmienił się dramatycznie. Politycy europejscy coraz trudniej jest zachować publiczną wdzięczność, jednocześnie realizując własne nacjonalistyczne programy.
Nawet długoletni powiernik Trumpa, Nigel Farage, zaczął zabezpieczać swoje interesy. „Słuchajcie, jest moim przyjacielem. Zgadzam się z wieloma rzeczami, które robi. Nie zgadzam się z innymi rzeczami, które robi" – przyznał niedawno Farage, co stanowi wyraźny kontrast z jego wcześniejszym bezwarunkowym poparciem.
Opinia publiczna w Europie zdecydowanie odwróciła się od Trumpa. W Wielkiej Brytanii zdecydowana większość wyborców identyfikuje się jako „anty-Trump", zgodnie z sondażem YouGov. Tylko jedna czwarta brytyjskich i niemieckich wyborców popiera atak Trumpa na Iran. We Francji nawet wyborcy prawicowi mają negatywny stosunek do prezydenta.
To stwarza narastający dylemat dla partii wspierających MAGA. Jak wyjaśnił Tim Bale, profesor polityki na Queen Mary University of London, politycy tacy jak Farage, którzy mają ambicje na wyższe stanowiska, muszą przemawiać do znacznie szerszego elektoratu—takiego, który w dużej mierze nienawidzi Trumpa.
Krytyka ze strony europejskich sojuszników Trumpa nasiliła się wokół sprawy Grenlandii. Włoska premier Giorgia Meloni, która wcześniej służyła jako dyplomatyczny pomost między Europą a USA, wyraźnie ochłodziła swoje publiczne pochwały. Jej zastępca, Matteo Salvini—jeden z najbardziej głośnych włoskich zwolenników Trumpa—kategorycznie odrzucił prośby prezydenta o pomoc krajów europejskich w patrolowaniu Cieśniny Ormuz. „Włochy nie są w stanie wojny z nikim" – oświadczył Salvini.
Francuska liderka skrajnej prawicy Marine Le Pen i jej protegowany Jordan Bardella zintensyfikowali swoją krytykę, potępiając uderzenia militarne Trumpa w Wenezueli, choć pozostali bardziej ostrożni w kwestii ataku na Iran, odzwierciedlając silne poparcie partii dla Izraela.
Niemcy przedstawiają najbardziej wyraźną naganę. Starszy ustawodawca Alternatywy dla Niemiec (AfD) Peter Felser stwierdził wprost: „Nie możemy być psem podwórkowym polityki 'Ameryka przede wszystkim', jeśli niszczy ona niemieckie miejsca pracy. Musimy pozostać suwerenną partią niemiecką, a nie tylko niemiecką filią ruchu MAGA".
Gerold Otten, ustawodawca AfD i ekspert ds. obrony, scharakteryzował działania militarne Trumpa i pogardę dla norm międzynarodowych jako głęboko niepokojące. „Wchodzisz na bardzo niebezpieczny teren, gdy mówisz: 'Jestem ponad prawem'" – ostrzegł Otten. „Na scenie globalnej mówienie 'Robię to, bo mogę, bo jestem potężny'—prowadzi to do załamania cywilizacji, stanu, w którym pozostaje tylko prawo dżungli".


